Zamartwianie się – kiedy myślenie o problemach nie rozwiązuje problemów

Wyobraź sobie, że jest wieczór. Dzień już się skończył. Teoretycznie możesz odpocząć. Siadasz na kanapie, odkładasz telefon, próbujesz złapać chwilę spokoju. I wtedy pojawia się pierwsza myśl.

„A jeśli jutro coś pójdzie nie tak?”

Za nią przychodzi kolejna.

„A jeśli nie zdążę?”
„A jeśli zrobię błąd?”
„A jeśli ktoś będzie miał pretensje?”
„A jeśli dziecko zachoruje?”
„A jeśli nie ogarnę finansów?”
„A jeśli to się źle skończy?”

Na początku może się wydawać, że po prostu myślisz odpowiedzialnie. Przecież trzeba przewidywać. Trzeba być przygotowanym. Trzeba brać życie na poważnie. Problem zaczyna się wtedy, gdy po godzinie takiego myślenia nie masz planu. Nie masz decyzji. Nie masz większej jasności. Masz tylko bardziej spięte ciało, cięższą głowę i poczucie, że świat jest jeszcze bardziej niebezpieczny niż wcześniej.

To właśnie może być zamartwianie się.

Czym jest zamartwianie się?

Zamartwianie się to uporczywe, powtarzalne myślenie o możliwych problemach, zagrożeniach i negatywnych scenariuszach w przyszłości.

Najczęściej zaczyna się od słów:

„A jeśli…”

„A jeśli coś się stanie?”
„A jeśli sobie nie poradzę?”
„A jeśli zachoruję?”
„A jeśli stracę pracę?”
„A jeśli kogoś zawiodę?”
„A jeśli okaże się, że podjąłem złą decyzję?”

Zamartwianie się dotyczy przyszłości. To odróżnia je od ruminacji, która częściej dotyczy przeszłości: błędów, rozmów, decyzji i sytuacji, które już się wydarzyły. W lęku organizm antycypuje możliwe zagrożenie, katastrofę albo nieszczęście; ciało może reagować napięciem mięśni, szybszym oddechem i przyspieszonym biciem serca. Tak opisuje lęk APA Dictionary of Psychology. Zamartwianie się jest więc próbą poradzenia sobie z tym napięciem.

Umysł mówi:

„Skoro czuję zagrożenie, muszę to przemyśleć.”
„Skoro może wydarzyć się coś złego, muszę się przygotować.”
„Skoro nie mam pewności, muszę dalej analizować.”

Tylko że bardzo często to „przygotowanie” nie prowadzi do działania. Prowadzi do kolejnych scenariuszy.

Zamartwianie się a rozwiązywanie problemów

To najważniejsze rozróżnienie. Bo wiele osób mówi:

„Ja się nie zamartwiam. Ja po prostu myślę o problemach.”

I czasem to prawda. Samo myślenie o trudnościach nie jest niczym złym. Dojrzały człowiek przewiduje konsekwencje, planuje, sprawdza ryzyko i bierze odpowiedzialność. Problem polega na tym, że zamartwianie się udaje rozwiązywanie problemów. A różnica jest ogromna. Rozwiązywanie problemów prowadzi do konkretu.

Na przykład:

„Jutro zadzwonię do lekarza.”
„Sprawdzę budżet i zobaczę, ile realnie mogę wydać.”
„Napiszę do tej osoby i wyjaśnię sytuację.”
„Przygotuję dokumenty wieczorem, żeby rano nie działać w chaosie.”
„Jeśli dziecko będzie miało gorączkę, zostaniemy w domu i skontaktuję się z pediatrą.”

Zamartwianie się prowadzi do kolejnych pytań.

„A jeśli lekarz nic nie znajdzie?”
„A jeśli to coś poważnego?”
„A jeśli pieniędzy zabraknie?”
„A jeśli ta osoba źle odbierze wiadomość?”
„A jeśli jutro się rozsypię?”
„A jeśli już zawsze tak będzie?”

Rozwiązywanie problemów kończy się planem. Zamartwianie się kończy się zmęczeniem. Rozwiązywanie problemów dotyczy tego, na co masz wpływ. Zamartwianie się bardzo często próbuje uzyskać gwarancję tam, gdzie żadnej gwarancji nie da się uzyskać.

Przykład z życia

Masz ważne spotkanie w pracy. Rozwiązywanie problemów wygląda tak:

„Spotkanie jest jutro o 10:00. Przygotuję trzy najważniejsze punkty. Sprawdzę prezentację. Pójdę spać o rozsądnej godzinie. Jeśli ktoś zada pytanie, na które nie znam odpowiedzi, powiem, że wrócę z informacją.”

Zamartwianie się wygląda tak:

„A jeśli się zatnę?”
„A jeśli wszyscy zobaczą, że się stresuję?”
„A jeśli pomyślą, że jestem niekompetentny?”
„A jeśli to wpłynie na moją pozycję w firmie?”
„A jeśli mnie zwolnią?”
„A jeśli nie znajdę nowej pracy?”
„A jeśli wszystko się posypie?”

Zobacz, co robi umysł. Z jednego spotkania o 10:00 rano potrafi zrobić katastrofę całego życia. I wtedy ciało reaguje tak, jakby zagrożenie było realne i bliskie. Napięcie rośnie. Oddech robi się płytszy. Trudniej zasnąć. Głowa pracuje szybciej. A im bardziej ciało jest napięte, tym bardziej umysł mówi:

„Skoro tak się czuję, to znaczy, że naprawdę jest się czym martwić.”

I błędne koło się zamyka.

Dlaczego zamartwianie się daje złudzenie kontroli?

Zamartwianie się ma jedną bardzo podstępną cechę. Daje poczucie, że coś robisz. Nie siedzisz bezczynnie. Myślisz. Analizujesz. Przewidujesz. Sprawdzasz. Przygotowujesz się psychicznie na najgorsze. Tylko że bardzo często to nie jest realne przygotowanie. To jest mentalne kręcenie się wokół zagrożenia.

Zamartwianie się często działa jak fałszywy alarm przeciwpożarowy. Niby ma Cię chronić. Niby ma wykryć niebezpieczeństwo. Ale jeśli wyje cały dzień, przestajesz normalnie funkcjonować.

Nie gotujesz obiadu — bo myślisz.
Nie odpoczywasz — bo myślisz.
Nie bawisz się z dzieckiem — bo myślisz.
Nie zasypiasz — bo myślisz.
Nie jesteś obecny w rozmowie — bo myślisz.

A potem jesteś tak wyczerpany, że naprawdę gorzej radzisz sobie z codziennością. I wtedy umysł mówi:

„Widzisz? Nie radzisz sobie. Musisz się martwić jeszcze bardziej.”

Zamartwianie się w CBT

W terapii poznawczo-behawioralnej zamartwianie się można rozumieć jako zachowanie mentalne, które podtrzymuje lęk. Nie chodzi tylko o to, że pojawia się myśl. Każdemu może przyjść do głowy: „A jeśli coś pójdzie nie tak?”. Problem zaczyna się wtedy, gdy wchodzisz w tę myśl i zaczynasz ją godzinami rozwijać.

Z perspektywy CBT można to opisać tak:

  1. Pojawia się niepewność.
  2. Umysł interpretuje ją jako zagrożenie.
  3. Pojawia się napięcie.
  4. Zaczynasz się martwić, żeby odzyskać kontrolę.
  5. Martwienie zwiększa skupienie na zagrożeniu.
  6. Ciało reaguje jeszcze większym napięciem.
  7. Napięcie potwierdza przekonanie, że sytuacja jest groźna.

Czyli zamartwianie się nie tylko jest skutkiem lęku. Ono może też lęk napędzać. Dlatego w CBT ważne jest pytanie:

Czy to myślenie prowadzi mnie do działania, czy tylko zwiększa poczucie zagrożenia?

Jeśli prowadzi do działania — warto je uporządkować. Jeśli prowadzi tylko do kolejnych katastroficznych pytań — prawdopodobnie nie rozwiązujesz problemu. Zamartwiasz się.

Zamartwianie się w MCT

Terapia metapoznawcza, czyli MCT, jest szczególnie przydatna przy zamartwianiu się. Dlaczego? Bo MCT nie pyta tylko:

„Czy ta myśl jest prawdziwa?”

Pyta raczej:

„Co robisz z tą myślą?”
„Jak długo się w nią angażujesz?”
„Czy wierzysz, że martwienie się pomaga?”
„Czy boisz się, że nie możesz przestać się martwić?”

To bardzo ważne przesunięcie. W MCT zakłada się, że problemem nie jest sama treść pojedynczej myśli, ale styl reagowania na myśli: długie martwienie się, monitorowanie zagrożeń, próby uzyskania pewności i przekonania na temat samego martwienia. MCT została opracowana właśnie po to, aby pracować nad kontrolą procesów poznawczych i strategiami, które kierują myśleniem.

Przykład. Pojawia się myśl:

„A jeśli popełnię błąd?”

W klasycznym CBT możemy sprawdzać, na ile ta myśl jest realistyczna. W MCT pytamy też:

„Czy muszę teraz przez godzinę analizować tę myśl?”
„Czy martwienie się naprawdę mnie chroni?”
„Czy mogę zauważyć tę myśl i nie wchodzić w nią dalej?”
„Czy to jest moment na działanie, czy na przerwanie procesu martwienia?”

Wells opisywał metapoznawczy model zaburzenia lękowego uogólnionego, w którym ważną rolę odgrywają przekonania o martwieniu się, w tym przekonania pozytywne i negatywne. I to prowadzi nas do sedna.

Dwa rodzaje przekonań o zamartwianiu się

W MCT mówi się o przekonaniach metapoznawczych, czyli przekonaniach na temat własnego myślenia. Przy zamartwianiu się często pojawiają się dwa typy przekonań.

Pozytywne przekonania o martwieniu się

Brzmią na przykład tak:

„Martwienie się pomaga mi być przygotowanym.”
„Jeśli się martwię, to znaczy, że jestem odpowiedzialny.”
„Gdybym się nie martwił, coś by mnie zaskoczyło.”
„Martwienie się pokazuje, że mi zależy.”
„Dzięki martwieniu się unikam błędów.”

Te przekonania sprawiają, że człowiek zaczyna traktować zamartwianie się jak obowiązek. Jakby spokój był lekkomyślnością. Jakby odpoczynek oznaczał brak odpowiedzialności. Jakby osoba, która się nie martwi, była nieprzygotowana, obojętna albo dziecinna. To bardzo częste.

Zwłaszcza u ludzi, którzy przez lata musieli wszystko przewidywać. W domu, w pracy, w relacjach, w rodzinie. Jeśli kiedyś bycie czujnym naprawdę pomagało przetrwać chaos, dorosły umysł może dalej mylić napięcie z odpowiedzialnością.

Negatywne przekonania o martwieniu się

Brzmią na przykład tak:

„Nie mogę przestać się martwić.”
„To mnie wykończy.”
„Od tego zwariuję.”
„Jeśli zacznę się martwić, nie będę mógł przestać.”
„Mój umysł wymknął się spod kontroli.”

Wtedy pojawia się drugi poziom problemu. Człowiek nie martwi się już tylko o pracę, zdrowie, dzieci albo pieniądze. Zaczyna martwić się samym martwieniem.

„Dlaczego ja znowu to robię?”
„Co jest ze mną nie tak?”
„A jeśli nigdy nie odzyskam spokoju?”
„A jeśli mój mózg nie potrafi się wyłączyć?”

To nazywa się czasem meta-zamartwianiem. Czyli martwieniem się o własne martwienie. I wtedy pętla robi się jeszcze mocniejsza.

Największa pułapka: „Muszę się martwić, bo inaczej coś zaniedbam”

To zdanie często brzmi bardzo przekonująco.

  1. „Jeśli przestanę się martwić, odpuszczę.”
  2. „Jeśli odpuszczę, popełnię błąd.”
  3. „Jeśli popełnię błąd, stanie się coś złego.”
  4. „Więc muszę się martwić.”

Tylko że warto zadać sobie pytanie:

Czy naprawdę najlepiej działasz wtedy, kiedy jesteś napięty, niewyspany i przeciążony?

Czy zamartwianie się faktycznie sprawia, że jesteś bardziej skuteczny?

Czy może sprawia, że jesteś bardziej zmęczony, drażliwy, rozproszony i mniej obecny?

Odpowiedzialność nie polega na tym, że przez cały dzień nosisz w głowie wszystkie możliwe katastrofy. Odpowiedzialność polega na tym, że robisz to, na co masz wpływ.

  • Możesz sprawdzić termin.
  • Możesz wykonać telefon.
  • Możesz przygotować dokument.
  • Możesz umówić wizytę.
  • Możesz porozmawiać.
  • Możesz zaplanować pierwszy krok.

Ale nie możesz przez samo martwienie się zagwarantować, że życie będzie całkowicie przewidywalne.

Jak rozpoznać, że to zamartwianie się?

Możesz zadać sobie kilka pytań.

Czy myślę o realnym problemie, czy o hipotetycznym „a jeśli”?

Czy ta analiza prowadzi do jednego konkretnego kroku?

Czy po piętnastu minutach wiem więcej, czy tylko boję się bardziej?

Czy próbuję znaleźć rozwiązanie, czy stuprocentową pewność?

Czy myślę o czymś, na co mam wpływ?

Czy gdybym martwił się o to jeszcze godzinę, sytuacja realnie by się poprawiła?

To ostatnie pytanie jest szczególnie ważne. Bo zamartwianie się bardzo często obiecuje: „Jeszcze chwilę. Jeszcze jeden scenariusz. Jeszcze jedna analiza. Zaraz poczujesz się bezpiecznie.”

Ale to bezpieczeństwo nie przychodzi. Bo celem martwienia się nie jest tylko rozwiązanie problemu. Często celem jest usunięcie niepewności. A niepewności nie da się usunąć całkowicie.

Co robić zamiast zamartwiania się?

Nie chodzi o to, żeby powiedzieć sobie: „Przestań się martwić.”. To zwykle nie działa. Gdyby to było takie proste, nikt nie miałby z tym problemu.

Bardziej pomocne jest rozróżnienie:

Czy to jest problem realny, czy hipotetyczne zagrożenie?

Problem realny to na przykład: „Nie zapłaciłem rachunku.”. Tu można działać.

Hipotetyczne zagrożenie brzmi: „A jeśli kiedyś zabraknie mi pieniędzy i wszystko się posypie?”. Tu umysł może produkować scenariusze bez końca.

Problem realny to na przykład: „Muszę umówić badanie.”

Hipotetyczne zagrożenie: „A jeśli wynik będzie zły, a potem okaże się, że to coś poważnego, a potem…”

Problem realny to na przykład: „Mam jutro rozmowę z szefem.”

Hipotetyczne zagrożenie: „A jeśli on pomyśli, że jestem niekompetentny i od tego zacznie się cała lawina?”

Przy problemie praktycznym pytanie brzmi: „Jaki jest pierwszy konkretny krok do rozwiązania problemu?”

Przy hipotetycznym zagrożeniu pytanie brzmi: „Czy chcę teraz wchodzić w pętlę martwienia?”

Proste ćwiczenie CBT/MCT: problem czy pętla?

Kiedy zauważysz, że się zamartwiasz, zapisz jedno zdanie:

„Martwię się, że…”

Na przykład:

„Martwię się, że jutro źle wypadnę na spotkaniu.”

Potem zadaj sobie trzy pytania.

1. Czy mogę coś z tym zrobić teraz?

Jeśli tak — zapisz jeden krok. Nie piętnaście kroków. Jeden.

„Przygotuję trzy punkty.”
„Wyślę wiadomość.”
„Sprawdzę termin.”
„Odłożę dokumenty w jedno miejsce.”
„Zadzwonię jutro o 9:00.”

2. Czy to jest próba uzyskania stuprocentowej pewności?

Jeśli tak, nazwij to: „To jest potrzeba pewności, nie problem do rozwiązania.”

3. Czy dalsze martwienie zwiększy moje przygotowanie, czy tylko moje napięcie?

Jeśli tylko napięcie — wróć do czynności, którą wybrałbyś jako Zdrowy Dorosły. Nie po to, żeby udawać, że nie ma problemu. Tylko po to, żeby nie oddawać całego wieczoru pętli „a jeśli”.

Technika: odroczone martwienie się

W pracy z zamartwianiem się czasem pomocne bywa odroczenie martwienia. Nie mówisz sobie: „Nie wolno mi się martwić.”

Mówisz raczej: „Zauważam, że mój umysł chce się teraz martwić. Wrócę do tego o konkretnej godzinie.”

Na przykład wyznaczasz 15 minut dziennie na „czas martwienia się”. Jeśli zmartwienie pojawia się wcześniej, zapisujesz je krótko i mówisz: „Nie teraz. Wrócę do tego o 18:00.”

To ćwiczenie nie polega na tym, że masz magicznie usunąć myśli. Chodzi o zmianę relacji z martwieniem. Zamiast reagować automatycznie na każdą myśl, zaczynasz uczyć umysł: „Myśl może się pojawić, ale nie musi natychmiast przejmować steru.”

To bardzo CBT-owe podejście. Nie musisz walczyć z każdą myślą. Nie musisz jej analizować. Nie musisz udowadniać, że jest fałszywa. Możesz ją zauważyć i nie rozwijać.

Kiedy zamartwianie się staje się problemem?

Każdy czasem się martwi. To normalne. Problem zaczyna się wtedy, gdy zamartwianie się jest częste, trudne do zatrzymania, zajmuje dużo czasu, wpływa na sen, koncentrację, relacje, odpoczynek albo codzienne funkcjonowanie.

W zaburzeniu lękowym uogólnionym zamartwianie się jest jednym z kluczowych objawów, a wytyczne NICE dotyczą opieki i leczenia osób dorosłych z tym rozpoznaniem; w zaleceniach psychologicznych CBT jest jedną z ważnych form pomocy. To nie znaczy, że każda osoba, która się martwi, ma zaburzenie lękowe.

Ale jeśli martwienie się zaczyna rządzić Twoim dniem, warto potraktować to poważnie.

Nie dlatego, że jesteś „słaby psychicznie”. Tylko dlatego, że Twój umysł mógł nauczyć się strategii, która miała Cię chronić, ale zaczęła Cię przeciążać.

Zamartwianie się często wygląda jak odpowiedzialność. Ale odpowiedzialność prowadzi do działania. Zamartwianie się bardzo często prowadzi do kolejnych scenariuszy. Odpowiedzialność mówi:

„Co mogę zrobić?”

Zamartwianie się mówi:

„A jeśli to nie wystarczy?”

Odpowiedzialność szuka pierwszego kroku. Zamartwianie się szuka gwarancji.

Odpowiedzialność kończy się decyzją. Zamartwianie się kończy się napięciem.

W CBT uczysz się odróżniać realne rozwiązywanie problemów od mentalnego kręcenia się wokół zagrożenia. W MCT uczysz się zauważać, że nie każda myśl „a jeśli” wymaga Twojego zaangażowania. Bo celem nie jest życie bez żadnych zmartwień. Celem jest odzyskanie wyboru. Czy teraz naprawdę rozwiązuję problem? Czy tylko próbuję zamartwianiem się kupić poczucie bezpieczeństwa, którego ono i tak mi nie daje? I czasem najważniejszy krok brzmi:

„Mogę być odpowiedzialny bez ciągłego martwienia się.”

Bo spokój nie jest lekkomyślnością. Spokój bywa warunkiem tego, żeby naprawdę zobaczyć, co jest do zrobienia.

Udostępniając (poniżej szybka opcja), “lajkując” pomagasz dotrzeć temu artykułowi do większej liczby osób. Jeśli możesz podziel się tym artykułem ze znajomymi.

Konsultacje z psychologiem online

Bez wychodzenia z domu

0Shares